Recenzja książki „Alborytmy hipotama, czyli jak nie wdepnąć w cyfrową (dopa)minę”

„Alborytmy hipopotama, czyli jak nie wdepnąć w cyfrową (dopa)minę”, to zabawna opowieść o dorastaniu w świecie cyfrowym. I choć temat wpływu nowych technologii na relacje międzyludzkie sam w sobie śmieszny nie jest, to jednak lekkość formy i gra słów, którą często posługują się autorzy, sprawia, że książkę przeczytają z uśmiechem zarówno dzieci, jak i dorośli. Karolina Skrzyniarz i Bartosz Sobotka, prywatnie rodzeństwo, połączyło siły, by napisać razem coś ważnego i - jak sami przyznają - spędzić ze sobą czas.

Książkę wzbogacają ilustracje Justyny Peller-Szałańskiej, a jej wydawcą jest kaliskie Wydawnictwo MARTEL. 

Główna bohaterka książki, Marysia, jest pilną obserwatorką świata wokół. W rozumieniu tego, co widzi i czuje, pomagają jej często starsi bracia: Wiktor i Olek. Książkę rozpoczyna historia, w której tata czyta Marysi książkę przed snem. Tę przyjemną chwilę przerywa wibrujący w kieszeni telefon. Tata natychmiast odrywa się od czytania i pozostawia zawiedzioną dziewczynkę samą. Innym razem, widząc w poczekalni na dworcu dorosłych wpatrzonych w telefony i zmartwione obok dzieci, Marysia zdaję sobie sprawę, że gdyby nie smartfony, to rodzice bawiliby się w tym czasie z dziećmi i robili wiele fajnych rzeczy razem. Buntuje się przeciw temu, bo nie chce, żeby dzieci były smutne. „Albotytmy hipotama” to książka, w której niejeden rodzic odbije się jak w lustrze, przyglądając się swojej relacji z telefonem. Co ciekawe, historie te pozwalają poznać przede wszystkim perspektywę dziecka, które obserwuje nas, dorosłych.

Rozmowy o wpływie technologii na ludzką codzienność to częsty motyw rozmów w rodzinie Marysi. Wszak Tata i Olek nierzadko przyklejeni są do swoich telefonów. To daje Marysi szerokie pole do zadawania pytań na temat korzystania z internetu, a czytelnikowi pozwala zrozumieć, w jaki sposób działają na nas mechanizmy algorytmów, zwanymi przez Marysię „alborytmami”. Z opowieścią o tym, jak żyło się w czasach, kiedy nie było smartfonów, przychodzi ciotka. Ku zdziwieniu Marysi i jej braci, wcale nie było to tak dawno. Rodzeństwo słucha historii z niedowierzaniem. Patrząc na swojego tatę, dziewczynce ciężko jest jednak wyobrazić sobie czasy, kiedy pracowano bez ciągłego sprawdzania czegoś na telefonie. Pozostawia to w niej swego rodzaju niepokój i niezgodę na to, jak dostęp do internetu i smartfony wpływają na ludzi. To też zmotywuje dziewczynkę do napisania listu do „Marka Cukier-berka”, wyrażający sprzeciw i żal wobec tego, jak działają na nas „albo-rytmy”. 

W książce pojawia się wiele gier słownych. Już sam tytuł książki jest dla naszego mózgu zabawną gimnastyką. W przedstawionych literkach odgadniemy istniejące słowa czy nazwiska prawdziwych osób, o których wspominają bohaterowie książki. Niemniej, młodsze dzieci będą zapewne potrzebowały wsparcia rodziców, którzy wyjaśnią im, co autor miał na myśli, tworząc dany twór słowny. Marysia może też czasem wydawać się czytelnikowi podejrzanie dojrzała, zwłaszcza wtedy, gdy z jej ust padają sformułowania takie jak „uwaga i czas są walutą”. W dowcipnych historiach z życia rodziny Marysi, autorzy przekazują nam wiedzę m.in. o tym, jak działają mechanizmy używane przez twórców produktów cyfrowych, czym jest dopamina, co się dzieje, gdy jemy przy ekranie i dlaczego to robimy. Przeczytamy również o tym, jak działa ludzki mózg, dlaczego sen jest ważny i że sport reguluje emocje. Z kolei przy okazji wspomnienia o influencerze „Multitaskerze”, dowiemy się o kosztach przełączania uwagi i o tym, czym są fake newsy. Nie obędzie się bez historii, która porusza temat korzystania z Chata GPT. Dziewczynka dowiaduje się od starszego brata, że czat czasem „zmyśla i chodzi na skróty”, że trzeba sprawdzać to, co nam napisał i że nie zwalnia nas to z myślenia. Choć przeczytamy też opowiadanie o tym, jak w chwili nudy rodzeństwo prosi czata o wymyślenie zabawy, to jednak książka w wielu momentach podpowiada, jak można przeżywać codzienność bez telefonu w ręku. Nawet tata Marysi zdaje się przechodzić pewnego rodzaju przemianę. A to za sprawą przypadkowego zdarzenia, w którym jego smartfon ulega zniszczeniu. W tym czasie odkrywa radość ze wspólnego spotkania z kolegą z dawnych lat, pozwalając sobie na wspomnienia o młodzieńczych zabawach. Pewnego dnia podczas wspólnego popołudnia, przypomina sobie pewną grę słowną i proponuje zabawę całej rodzinie, a ta radośnie ją podchwytuje. Przebieg gry możemy śledzić z uśmiechem aż do końca rozdziału. Na końcu zabawy Marysia postanawia, że wszystkie telefony domowników mają wylądować w misce. Rodzina wrzuca urządzenia i… resztę mamy dopowiedzieć sobie sami! Co można robić razem w ładny dzień lub w chwilach nudy? Tego typu historie z otwartym zakończeniem, pozwalają czytelnikowi samemu zainspirować się i pomyśleć o grach, w które można bawić się wspólnie, bez konieczności korzystania z telefonów. A to znakomita propozycja na trwające wakacje!

Książka Karoliny Skrzyniarz i Bartosza Sobotki przypomina nam, że istnieje świat poza algorytmami i smartfonami. Choć autorzy nie określają dokładnie ani wieku Marysi, ani nie mówią, od którego roku życia dzieci mogą sięgnąć po tę książkę, to jednak kierując ją łącznie do dzieci, rodziców, nauczycieli, psychologów i bibliotekarzy, pokazują, że warto, aby o jej treści rozmawiali ze sobą i mali i duzi odbiorcy. Opowieści zawarte w książce powstały na kanwie zasad higieny cyfrowej, które, tak zbliżone do zasad opracowanych przez Fundację „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, znajdziemy na stronie internetowej książki alborytmy.pl. 

Książkę można zamówić tutaj. Polecamy!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zostań naszą Patronką / Patronem!
Przewijanie do góry